Ptysie



Dzisiaj na obiadek zupa krem z ziemniaków i marchwi, a do tego... no właśnie. Długo się zastanawiałam. Chleb nie bardzo, ryż, makaron odpada. A mąż coś do zupki lubi.
Bingo - ptysie. Dawno ich nie robiłam, a są smaczne i proste do wykonania.
Ciasto jest neutralne w smaku, więc z odpowiednim dodatkiem może stanowić syty posiłek lub idealny deser.




Z pewnością na bazie tego przepisu sporo odsłon będzie - skoro sobie o nim przypomniałam.
A to stary przepis w moim zeszycie. Ukradłam go mamie. U niej to dopiera skarbnica receptur.
Moja mama piecze najlepsze ciasta pod słońcem i to nie jest tylko moja opinia. Wszyscy znajomi przychodzą chętniej, jak na stole gości mamine ciasto:)
W tej dziedzinie nawet nie będę próbowała jej dorównać, żadnych szans, biorąc pod uwagę, że większość jej wypieków jest na tak zwane oko, więc sami rozumiecie.

Na szczęście niektóre zapiski są oczywiste i dokładne, więc mogę z nich korzystać bez problemu.

Nie przedłużając, dzisiaj przedstawię ciasto ptysiowe, a wieczorkiem zupka.




Ciasto ptysiowe
Potrzebne będą:

W rondelku gotujemy wodę z margaryną. Gdy się zagotuje wsypujemy mąkę z proszkiem do pieczenia energicznie mieszając, by się nie przypaliła. Ciasto jest dobre, gdy ma szklisty wygląd i odchodzi od garnka.
Pozostawiamy do wystygnięcia. Po czasie miksujemy z jajkami. Gotowe wyciskamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub nakładamy łyżką. Pieczemy w temperaturze 200 stopni około 20-30 minut.
I gotowe.

Koniecznie zajrzyjcie później. Będzie zupa krem, smaczna i pożywna. Idę ją przygotować, rodzinka się ucieszy.
Ściskam Ilona 










Etykiety: , ,