Lawendowa pavlova




Kwitnie lawenda. Uwielbiam ten zapach, choć przyznam, że jaśmin jest dla mnie najpiękniejszy. O tej porze roku woń obu tych kwiatów krąży po moim ogrodzie, dominując nad innymi. Zmysły szaleją.
Z kwiatów lawendy wyplatam pałeczki zapachowe, zbieram do woreczka, robię ciastka i syropy. Tym razem postanowiłam zrobić krem (ale taki do jedzenia). Mąż miał ochotę na kogiel mogiel, więc pozostały 3 białka... co zrobić. Pavlovą - słynny torcik, którego wstyd przyznać,  jeszcze nie robiłam. Oto mój kulinarny debiut.


moja inspiracja
Lawendowa Pavlova
Potrzebne będą:
krem:
Białka ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodajemy przesiany przez sitko cukier puder, nie przerywając mieszania, następnie mąkę ziemniaczaną i ocet. Piekarnik ustawiamy na 150 stopni. W tym czasie wykładamy ubite białka na papier do pieczenia tworząc koło. Ja zrobiłam 2 koła wielkości małego talerzyka i uzupełniłam je pianą. Następnie zmieszamy temperaturę piekarnika do 120 stopni i wstawiamy białka na 1 godzinę i 20 minut. Gotowe bezy pozostawiamy do ostygnięcia w piekarniku.
Szykujemy krem. Śmietankę ubijamy i dokładamy fix oraz cukier puder. Kiedy śmietana będzie sztywna, nie przerywając mieszania, dokładamy syrop lawendowy oraz kwiaty. Gotowy krążek bezy dekorujemy lawendowym kremem i posypujemy borówką.
Gotowe, smaczne i fioletowe.


Muszę przyznać, że niepotrzebnie uciekałam przed zrobieniem tego torciku. Jest prosty i smaczny, choć długo się go robi. Ale jak mówią, na doskonały deser warto czekać.

Zapraszam Wszystkich na moją stronę na facebooku i zachęcam do rozmowy.
Ściskam Ilona


Etykiety: , , ,