Orange curd - czyli krem pomarańczowy


Jest już późno i czas pomyśleć o dobranocce, ale jakoś szkoda mi czasu ostatnio. Mam tyle pomysłów, przepisów i zajęć, że sen to ostatnia rzecz o której myślę. A to bardzo dziwne, ponieważ jestem zdeklarowanym leniwcem i poduszka zawsze była moim przyjacielem. Ale cóż, odkąd priorytetem stała się zabawa z dzieckiem i tak bardzo wskazany dla mnie ruch, czas na craftowanie, gotowanie i blogowanie znacznie się skurczył, a dokładniej... nie craftuję od dawna, gotuję codziennie, bo jednak posiłki muszą być porządne, ale na eksperymenty już mniej czasu i czasami szykuję obiad na kilka dni. 
Ale jednak chwilę znalazłam na krem pomarańczowy, popularny jako orange CURD. Przygotowanie tego smakołyku chodziło za mną od dawna i nareszcie jest. A powiem, że warto. Taki krem jest świetny jako wypełnienie tarty, a na śniadanie do naleśników.... yummy.


Orange curd - krem pomarańczowy
Potrzebne będą:
W rondelku z grubym dnem roztapiamy masło, następnie dodajemy pozostałe składniki mieszając trzepaczką, aż nasz krem zgęstnieje. Gotowy krem odstawiamy do ostygnięcia, przelewamy do słoika i przechowujemy w lodówce. 

Przepis ten dostałam od Natalii, był w książce Nigelii w wersji cytrynowej. Do tej jeszcze się nie przekonałam, nadal cytrynę toleruję przede wszystkim w herbacie, ale to też rzadko.
Jestem ciekawa, jaką wersję Wy preferujecie cytrynową, czy pomarańczową?
Czekam na Wasze komentarze.
Ściskam Ilona


Etykiety: , , , ,