Warsztaty FOTOgrafii kulinarnej




Jako mała dziewczynka uwielbiałam obserwować mojego tatę w pokoju, którego najciekawszym punktem było czerwone małe światełko, w centralnym punkcie ogromnej maszyny. To ciemnia z powiększalnikiem i kuwetami z płynem. Niesamowite. Mój tato był dla mnie wielkim artystą. Jako dorosła kobieta, nadal podziwiam mojego tatę, choć zmieniły się czasy i to już zupełnie inna fotografia, którą mój Mistrz nie specjalnie się fascynuje. Siłą przyzwyczajenia, nadal robi jedno zdjęcie długo się do niego przygotowując;) 
Później poznałam pewnego Pana. Szalał ze swoim aparatem i milionem obiektywów. Cyfrowe szaleństwo nie miało przed nim tajemnic. Nikogo nie dziwiło więc jak został moim mężem. Kiedy zostałam nałogową bloggerką obaj panowie postanowili przekazać mi swoją wiedzę. Niestety ciężki ze mnie kaliber i oporny na istotną wiedzę foto nerwus. 


Kilka tygodni temu, podczas rozmowy o fotografii kulinarnej, której powinnam się nauczyć, spotkałam Mariusza, który zaproponował warsztaty foto. I to był bardzo dobry pomysł. Robert, który traci cierpliwość do nauczania mojej osoby stwierdził, że Fotolinea ze swoją propozycją warsztatów spadła mu z nieba.
Super, wiele zrozumiałam, poznałam kilka ciekawych "trików" i pozostaje mieć nadzieję, czy będę potrafiła wykorzystać to przy moim sprzęcie foto zwanym potocznie "różową pindą".
Trzymajcie więc kciuki, żeby nauka w las nie poszła. 

Polecam warsztaty u Mariusza, warto, zawsze czegoś nowego można się nauczyć.
Ściskam Ilona  

Fotolinea

Etykiety: ,